HMS Dreadnought

Rozpoczęcie budowy, dnia 03 września 2013 r. Skala 1:200.
Po uporaniu się z pancernikiem Bismarck, musiałem rozpocząć kolejną przygodę z czymś pływającym. Owszem, w trakcie budowy miałem „pływający” wodnosamolot Catalina, ale okręt, to okręt.
Wybór padł na coś „odpoczynkowego” i w miarę szybkiego. Ukazał się właśnie w Małym Modelarzu pancernik HMS Dreadnought – bardzo fajne opracowanie, no i sporo „skromniejsze” od opasłego BIS’a.

Poza tym Dred wpisywał się w moją koncepcję opowieści, przy pomocy modeli, o historii pancerników/liniowców, cofając się wstecz. Był BIS, teraz Dred, potem coś przeddrednotowego, następnie Victrory (budowa trwa).

Zbierając materiały do budowy Dreda natrafiłem – bo musiałem – na książkę Roberta K. Massie, właśnie o tytule „Drednought”.

Jej lektura przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Blisko 1000-stronicową opowieść (w dwóch tomach) czytałem „z wypiekami” będąc do dziś pod jej wrażeniem. Nie tylko mnóstwo anegdot, epizodów i faktów, ale rewelacyjny i bardzo mi odpowiadający sposób narracji, czynią z tego „dzieła” perełkę w prezentacji trudnych i skomplikowanych przekrojowo tematów.

Już mam pomysł na kolejną po BIS-sie opowieść, tym razem w swoich początkach sięgającą Trafalgaru 1805 r. tj. ugruntowania dominacji Imperium Brytyjskiego na morzach. Następnie budowę, niemal od podstaw, floty niemieckiej przez Bismarcka i Wilhelma II wraz z „jego” Welmachtem i snami o cesarskiej dominacji na morzach. Nie zabraknie oczywiście „rewolucyjnej” roli brytyjskiego Admirała Johna Fishera, twórcy „Nieustraszonego” (Dreadnought w wolnym tłumaczeniu), który roczną budową swojego pancernika, błyskawicznie zakończył jedną i rozpoczął nową epokę tych okrętów.

No, ale zanim więcej poopowiadam, wpierw okręt ten muszę zbudować.
Wyprzedająco dodam, że zamierzam rozłożyć sieci torpedowe przy jednej z burt. W Anatomii Dreda jest dobry schemat takielunku sieci łącznie z ich olinowaniem na pokładach. Czas pokaże.

Przy budowie szkieletu zastosowałem tzw. podposzycie pełne (w odróżnieniu od „szczebelkowego” przy BIS-e). Przyznam, że znacznie lepiej się na nim układało poszycie dna, choć jest bardziej pracochłonne:

Szkielet okleiłem poszyciem dna. Zastosowałem metodę „samolotową” połączenia w jeden zespół kilku oklejek (za pomocą pasków łączących), a następnie segmenty te połączyłem ze sobą na szkielecie:

Postanowiłem też zmienić fakturę pokładu (skan z innego modelu). Na pokładzie wkleiłem pokrywy studzienek do załadunku węgla. Okleiłem też burty oraz dodałem na nich charakterystyczne pionowe osłony.
Rozpocząłem też konstruowanie nadbudówki śródokręcia:

Dalsze prace przy nadbudówce śródokręcia, początek tzw. drutologii, czyli pracy z drutami:

Pora na kominy z uzupełnieniem o charakterystyczny „takielunek” przy ich poszyciu oraz odrutowanie na zwieńczeniu wylotów:

Artyleria główna Dreda, która była powodem całej tej „drednotowej rewolucji”:

cdn…